Pozdrowienia z Yarmie

Sesja 17 " Miasto wykute w białym granicie"

W spokojnym Santis dni płyną leniwie. Pogoda dopisuję, jest co do garnka włożyć. Pedeki w takim trudzie, z życia narażeniem zdobyte, nareszcie wydać można, na levele podskoczyć.

Skwapliwie bohaterowie nasi z okazji skorzystali. Dni nie marnowali. Poziomy swe podnosili. Aż skończył się czas spokojny, w mroki przeszłości odszedł. Ku nowym wyzwaniom, odważnie herosi nasi wzrok unoszą. Lecz nie tylko oni. Czujny tan Hindy wzrok szpiegowski na plecach swych wyczuł. Niby to przypadkiem stragan z grejpfrutami wywrócił, deskpekt uprzejmej straganiarce czyniąc, w zauku się schował. Tropiących go szpicli, w pole wywiódł; ze zwierzyny w łowcę bezwzględnego się zmienił.

Księcia Aithana również osobliwa przygoda nawiedziła. Ze szkolenia wracając, nowymi mocami trzeciolevelowca się ciesząc, błysk światła niczym grom fioletowy z nieba, niemal wzroku go zbawił. W błysku owym czarownik oszołomiony pojawił się a wraz z nim twór zmiennokształtny, w postaci groźnej mantikory. Przestraszył się Aithan, bestię naprzeciw siebie widząc, zmykać chciał, życie swe i nieznajomego ratować. Nie zgodził się mag na rejteradę, jeno rękę swą uniósł, zaklęcie, by potwora uspokoić, wyskandował. Lecz widać, coś nie tak z zaklęciem poszło, bo stwór zamieniwszy się uprzednio w posągową piękność, w proch i pył się rozsypał, czarodzieja do rozpaczy doprowadzająć.

Tymszasem Dzielny Tasyl, po rycersku na towarzyszy swych, w karczmie o nazwie nieoryginalnej, czekał. Wino z Millei, czerwone, popijał, zupę flisacką wtranżalał, zmysły swe cieszył, spokoju zażywał.

Przebiegły Hindy, za prześladowcami swemi podążył. Do Karczmy Biała Mewa, gdzie miał umówione z towarzyszami swemi spotkanie. Szpicle kłócić się jęłi, lecz wkrótce pokój zawarli, do dzieła przystąpili. Jeden z niech kurwę uliczną przygruchał i do karczmy wszedł. Drugi odczekać chciał chwilę. Zwrócił uwagę jego przemyślny Hindy, zrazu nieudanie, poprzez rzut niecelny kamieniem, potem okrzykiem obraźliwym. Krew się w szpiclu zagotowała, na Hindiego się rzucił, co w smak bohaterowi naszemu było. Wbiegł on w uliczkę, na zaplecze Białej Mewy, ku latrynom publicznym wiodącą, w zasadzkę prześladowcę wprowadzając.

Szlachetny Tan Tasyl do wychodka akurat, kroki swe mocarne kierował, gdy z uliczki wąskiej, która na zaplecze Białej Mewy, ku latrynom publicznym wiodła, kiedy Tan Hindy znienacka na niego wyskoczył , po czem zawrócił i bykiem, szczupakiem prześladowcę swego tchu w piersiach pozbawił, na spytki go wziął. Nie chciał mówić psubrat szmatławy, z życiem się pożegnał. Nie wnikał Paladyn Tasyl w przyczyny działań Hindiego, nie zwlekając, do stolika swego na ucztę go zaprosił. Nie skorzystał Umny Hindy ze szczodrej oferty towarzysza swego, bo dostrzegłszy drugiego szpicla, w cieniu przezornie się ukrył.

Natenczas Dumny Aithan do karczmy wkroczył, czarodzieja oszołomionego prowadząc, do Tana Tasyla się przysiadł, wina skosztował, zupy flisackiej, daniem dnia akurat będącej, posmakował, na co Szlachetny Tasyl, kelnerką dwupalcówkę przywołał, repetę zamówił. Posiliwszy się, Bohaterowi nasi pomoc magowi zaoferowali, na zasadach transakcji wiązanej. Nie chciał jadnakoż czarodziej wspomódz Bohaterów naszych, magią swą bojową, tłumacząc, że do War-Sha-Garu czym prędzej udać się musi, zemstę wywrzeć na nieuczciwym wspólniku, którego knowania, w kabałę go wplątały. Zaczął Szlachetny Tasyl podejrzewać czarownika o nieczyste zagrania. Że opowieść jego zbyt grubymi nićmi szyta, by nie była zasadzką, szczególnie, że mag rubinów, co je dzierżył w rękach, by powrót do domu sfinansować, sprzedać nie chciał. Czarownik wysłuchawszy rad mądrych, ze szczerego serca płynących, których mu Aithan z Tasylem udzieli, opuścił ich we własną ruszając stronę, obawy Tasyla wzmacniając.

Niewiele później Bystry Hindy z cienia się ruszył, za szpiclem zaniepokojonym nieobecnością kompana. Opryszek nie zauważywszy śledzącągo go Tana Hindiego, na poszukiwanie kompaniona wyruszył, ku uliczce wąskiej, która na zaplecze Białej Mewy, ku latrynom publicznym wiodła , gdzie ciało jego znalazł. Natenczas spadł na kapusia jak piorun, Tan Hindy Przechera i przytomności, celnym ciosem w potylicę, pozbawił. Książę Aithan za Hindym w bezpiecznej odległości podążający, zdziwił się dwóch oprychów na ziemi leżących widząc. We dwóch zabrali pozbawionego przytomności szpicla do wychodka. Wyśpiewał wszystko ptaszek głosem wypełnionym trwogą. O tym, że Leon z Bog-Dan-Garu, z którym przyjemność już bohaterowi mieli, zasadzkę na nich szykuje, koron utracony, licząc odzyskać. Nagrodę otrzymał stosowną, kapuś za informacje, których udzielił. Kwiat krwawy na piersi mu wykwitł….

Comments

VanDeiMin

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.