Pozdrowienia z Yarmie

Sesja 15 "Taka sobie sakieweczka"

Przyszło naszym bohaterom do cudnej doliny Siksoss dotrzeć. Radowały się ich serca, że levele im skoczą, jeśli tylko nauczycieli chętnych, by ich szkolić znajdą. Zniknięcie chwilowe z tana Hindiego z continuum nie zmieniło ich woli żelaznej by do miasta się udać. Przez wioskę Rus- Kir przechodząc , rycerza prawego Lanosa spoktali. Ten oznajmić im się kazał, a usłyszawszy, że potomek legendarnego Kosala Kiryta drużyną przewodzi, kolaskę wraz ze szkapiną im darował. Jak możni panowie, którymi przecież byli za wyjątkiem Cromm Ualdha, do Siksoss wjechali, aż do rynku docierając.

Tam dotarło do nich, że kolaski gdzie zostawić nie mają, stajni szukać poczęli. Przykry incydent na rynku ich spotkał. Trzech obwieśi do nadobnej Lydii przystawiać się jęło, propozycje obleśne jej składając. Cromm Ualdh odporny na wdzięki Lydii i za nic cześć jej mając, jako żę enpiską jeno była, z okazji do bójki postanowił skorzystać, pięści swe mocarne wypróbować. Trafiła przeto kosa na kamień . Rosły rudzielec Leonem zwany, biegły się okazał w walce na pięści ponad wszelkie wyobrażenie i srogie cięgi Cromm Ualdh zaczął na twarz przyjmować. Pozostali członkowie drużyny i kompanioni obwiesia na razie patrzyli jeno, walki nie zakłucając. Widząc, że na pięści ni zmorze Leona, Cromm Ualdh do zapasów się zabrał. Nie dało się jednak uchwycić Leona, gdyż ten nad wyraz sprawnie dystansem operował, łuk briowy Cromm Ualdha nieprzyjemnie nadwyrężął. Pojął Cromm Ualdh, że siłą samą przeciwnika nie zmoże. Tarczę co miał ją do pleców sznurkiem wątłym, jakby postronkiem sparciałym, przyczepioną z pleców zerwał i we wroga cisnął. Uśmiechnał się Cromm Ualdh do samego siebie. Półbogiem będąc szczęście na siebie zesłał i tarcza kantem na stopę Leona upadła, kości śródstopia mu uszkadzając. Bólem powodowany Leon gardę opuścił. Na ten znak od Boga, Czyli Samego Siebie, Cromm Ualdh czekał i twarz Leona wyszła na spotkanie pancernego nałokietnika crommualdhowego. Padł mężny Leon, a Crommualdh na niego się zwalił, w parterze dzieła dokończyć. Widząc mizerię sytuacji przywódcy swego, rzucili się kompanioni Leona, druhowi swemu na ratunek. Wtem na jednego z nich jak orzeł, jak hipogryf, jak bohater, Tan Tasyl się rzucił, w dłoni swej walecznej hamulec ręczny z kolaski wyrwan i ciosem mocarnym przytomności go pozbawił. Książe Aithan również rzucił się ciąć pęciny drugiemu drabowi. Nie dopisało mu szczęście. Szans swych w boju nie widząc, oprych uciekł z tłumem się mieszając. Mężny Cromm Ualdh łupy wziął sakiewkę Leona zatrzymując po czym na kolaskę drużyna czym prędzej wsiadła i odjechała, interwecji straży miejskiej się spodziewając.

Błądząc czas jakiś stajnię miejską odnaleźli, kolaskę za opłatą na przechowanie oddali. Do austerii najbliższej się udali pokoje na noc wynajmując. Zdziwili się bohaterowie, w zaciszu pokoju, sakiewkę zdobyczną egzaminując. I zrozumieli, że nieliche kłopoty mają na skarb z niej wysypany spozierając. Bo oto oczom ich zdumionym diamenty w liczbie sztuk sześciu się ukazały, cudnym szlifem brylantowym oberżnięte, a wśród nich niczym klejnot w Koronie Cesarzowej Patrycji, arcybrylant Koronem zwany się ukazał. Cień padł na dusze bohaterów, słusznie mniemających, że z siłami zbyt potężnymi zadarli…..

Comments

VanDeiMin

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.