Pozdrowienia z Yarmie

Welcome to your campaign!
A blog for your campaign

Wondering how to get started? Here are a few tips:

1. Invite your players

Invite them with either their email address or their Obsidian Portal username.

2. Edit your home page

Make a few changes to the home page and give people an idea of what your campaign is about. That will let people know you’re serious and not just playing with the system.

3. Choose a theme

If you want to set a specific mood for your campaign, we have several backgrounds to choose from. Accentuate it by creating a top banner image.

4. Create some NPCs

Characters form the core of every campaign, so take a few minutes to list out the major NPCs in your campaign.

A quick tip: The “+” icon in the top right of every section is how to add a new item, whether it’s a new character or adventure log post, or anything else.

5. Write your first Adventure Log post

The adventure log is where you list the sessions and adventures your party has been on, but for now, we suggest doing a very light “story so far” post. Just give a brief overview of what the party has done up to this point. After each future session, create a new post detailing that night’s adventures.

One final tip: Don’t stress about making your Obsidian Portal campaign look perfect. Instead, just make it work for you and your group. If everyone is having fun, then you’re using Obsidian Portal exactly as it was designed, even if your adventure log isn’t always up to date or your characters don’t all have portrait pictures.

That’s it! The rest is up to your and your players.

View
Sesja 14 : "Nie bądź taki Hej Pasterzu"

Udział wzięli: Tan Kosal Kiryt, Tan Hindy Hyana Tzons, Książę Aithan Zechariah, Cromm Ualdh.


Naonczas bohaterowie jaskinie koboldów opuściwszy, przez las, wzdłuż strumienia ruszyli. Nie upłynęło wiele czasu kiedy na pastwiska dotarli , gdzie stado owiec zoczyli. Książę Aithan odważnie pierwszy na spotkanie losu ruszył. Bestia krwawa Brysiem na księcia się rzuciła ale uspokojona pasterskim gwizdem , rozszarpu poniechała. Więcej sympatią do uroczego hobbita zapałała. Pasterze widząc taką zażywność Drużynę gościnnie powitała. Powitania i plotki wymieniono okowitą i serem się posilono. Drużyna uradziła by odespać znój całonocnego w podziemiach wędrowania i w szałasach pasterskich przespać się do wieczora i przenocować. Książe Aithan do nadobnej Lydii pod derkę wślizgnąć się usiłował. Ta nadal niezrozumiałą awersję do uroczego księciunia okazując, kota mu pogoniła. Wieczorem jeden hobbit nie mogąc zasnąć po kolacji do późna w noc na flecie wygrywał. Rześkim rankiem Drużyna na południe ruszyła, w kierunku w którym Siksoss pasterze pokazali. I znowu droga im wypadła przez górskie bezdroża. Po wejściu do kolejnej dolinki rufę statku w zboczę wbitą na wysokości 300 stóp zoczyli. Zakumawszy , że sprzętu do wspinaczki nie mają, planów spenetrowania poniechali na później je odkładając Przeszedłszy kolejne trzy lub cztery ligi na skraj doliny Siksoss dotarli, miasto, jezioro i pola uprawne oraz zameczki i wioski zoczyli.
View
Sesja 15 "Taka sobie sakieweczka"

Przyszło naszym bohaterom do cudnej doliny Siksoss dotrzeć. Radowały się ich serca, że levele im skoczą, jeśli tylko nauczycieli chętnych, by ich szkolić znajdą. Zniknięcie chwilowe z tana Hindiego z continuum nie zmieniło ich woli żelaznej by do miasta się udać. Przez wioskę Rus- Kir przechodząc , rycerza prawego Lanosa spoktali. Ten oznajmić im się kazał, a usłyszawszy, że potomek legendarnego Kosala Kiryta drużyną przewodzi, kolaskę wraz ze szkapiną im darował. Jak możni panowie, którymi przecież byli za wyjątkiem Cromm Ualdha, do Siksoss wjechali, aż do rynku docierając.

Tam dotarło do nich, że kolaski gdzie zostawić nie mają, stajni szukać poczęli. Przykry incydent na rynku ich spotkał. Trzech obwieśi do nadobnej Lydii przystawiać się jęło, propozycje obleśne jej składając. Cromm Ualdh odporny na wdzięki Lydii i za nic cześć jej mając, jako żę enpiską jeno była, z okazji do bójki postanowił skorzystać, pięści swe mocarne wypróbować. Trafiła przeto kosa na kamień . Rosły rudzielec Leonem zwany, biegły się okazał w walce na pięści ponad wszelkie wyobrażenie i srogie cięgi Cromm Ualdh zaczął na twarz przyjmować. Pozostali członkowie drużyny i kompanioni obwiesia na razie patrzyli jeno, walki nie zakłucając. Widząc, że na pięści ni zmorze Leona, Cromm Ualdh do zapasów się zabrał. Nie dało się jednak uchwycić Leona, gdyż ten nad wyraz sprawnie dystansem operował, łuk briowy Cromm Ualdha nieprzyjemnie nadwyrężął. Pojął Cromm Ualdh, że siłą samą przeciwnika nie zmoże. Tarczę co miał ją do pleców sznurkiem wątłym, jakby postronkiem sparciałym, przyczepioną z pleców zerwał i we wroga cisnął. Uśmiechnał się Cromm Ualdh do samego siebie. Półbogiem będąc szczęście na siebie zesłał i tarcza kantem na stopę Leona upadła, kości śródstopia mu uszkadzając. Bólem powodowany Leon gardę opuścił. Na ten znak od Boga, Czyli Samego Siebie, Cromm Ualdh czekał i twarz Leona wyszła na spotkanie pancernego nałokietnika crommualdhowego. Padł mężny Leon, a Crommualdh na niego się zwalił, w parterze dzieła dokończyć. Widząc mizerię sytuacji przywódcy swego, rzucili się kompanioni Leona, druhowi swemu na ratunek. Wtem na jednego z nich jak orzeł, jak hipogryf, jak bohater, Tan Tasyl się rzucił, w dłoni swej walecznej hamulec ręczny z kolaski wyrwan i ciosem mocarnym przytomności go pozbawił. Książe Aithan również rzucił się ciąć pęciny drugiemu drabowi. Nie dopisało mu szczęście. Szans swych w boju nie widząc, oprych uciekł z tłumem się mieszając. Mężny Cromm Ualdh łupy wziął sakiewkę Leona zatrzymując po czym na kolaskę drużyna czym prędzej wsiadła i odjechała, interwecji straży miejskiej się spodziewając.

Błądząc czas jakiś stajnię miejską odnaleźli, kolaskę za opłatą na przechowanie oddali. Do austerii najbliższej się udali pokoje na noc wynajmując. Zdziwili się bohaterowie, w zaciszu pokoju, sakiewkę zdobyczną egzaminując. I zrozumieli, że nieliche kłopoty mają na skarb z niej wysypany spozierając. Bo oto oczom ich zdumionym diamenty w liczbie sztuk sześciu się ukazały, cudnym szlifem brylantowym oberżnięte, a wśród nich niczym klejnot w Koronie Cesarzowej Patrycji, arcybrylant Koronem zwany się ukazał. Cień padł na dusze bohaterów, słusznie mniemających, że z siłami zbyt potężnymi zadarli…..

View
Sesja 16 "Szkoleń czas"

Natenczas nasi bohaterowie uznali, że choć sił im nie brakuje, to zdało by się ich więcej. Na siłach się czuli, by zacząć szkolenia, gdyż wiele przygód ryzykownych przetrwali. Jednak Siksoss za małe, by nauczyciela bez trudu znaleźć. Miasta znaczniejszego szukać im przyszło. Najbliższe to nadmorskie Santis, gdzie szlak do Acron się zaczyna. Tam też udać się postanowili. Nadobna Lydia przekonać się dała, że łatwiej jej sprawom dopomogą , jeśli levele nabiją. Sprawa koronu zbyt łatwo zdobytego, także na sercach im leżała, decyzję wyjazdu przyśpieszyła. Śledztwo naprędce przeprowadzone, niewiele bowiem do tematu wniosło: poznali jeno imię łotrzyka, któremu klejnot odebrali , a Leon na imię mu było.

Zatem pod osłoną nocy, bohaterowie nasi : a więc Dzielny Tasyl, Mocarny Croumuald, Przebiegły Hindy, Dumny Aithan oraz Piękna Lydia daleka kuzynka Tasylowa, kolaski w stajni zostawionej dopadli i na południowy wschód, ku Santis ruszyli. Noc spokojnie im upłynęła, konia nie żałowali: miasto Santis późnym rankiem, dnia następnego zoczyli. Miasto spore jak na warunki Archipelagu Zachodniego było, pół tuzina kop kwadratowych ludu liczyło; ochotnych mistrzów do szkoleń łatwo znaleźli. I szkolić się poczęli; w siłę rosnąć jęli. I dobrze im szło szkolenie i zadowoleni z wyników byli. Poziomy w granicach trzeciego osiągnęli.

Nie nuby już oni, nie żółtodzioby, ale już prawie bohaterowie. Croummuald moc swą boską przywołał, by kaplicę z nicości sobie samemu postawić…

View
Sesja 17 " Miasto wykute w białym granicie"

W spokojnym Santis dni płyną leniwie. Pogoda dopisuję, jest co do garnka włożyć. Pedeki w takim trudzie, z życia narażeniem zdobyte, nareszcie wydać można, na levele podskoczyć.

Skwapliwie bohaterowie nasi z okazji skorzystali. Dni nie marnowali. Poziomy swe podnosili. Aż skończył się czas spokojny, w mroki przeszłości odszedł. Ku nowym wyzwaniom, odważnie herosi nasi wzrok unoszą. Lecz nie tylko oni. Czujny tan Hindy wzrok szpiegowski na plecach swych wyczuł. Niby to przypadkiem stragan z grejpfrutami wywrócił, deskpekt uprzejmej straganiarce czyniąc, w zauku się schował. Tropiących go szpicli, w pole wywiódł; ze zwierzyny w łowcę bezwzględnego się zmienił.

Księcia Aithana również osobliwa przygoda nawiedziła. Ze szkolenia wracając, nowymi mocami trzeciolevelowca się ciesząc, błysk światła niczym grom fioletowy z nieba, niemal wzroku go zbawił. W błysku owym czarownik oszołomiony pojawił się a wraz z nim twór zmiennokształtny, w postaci groźnej mantikory. Przestraszył się Aithan, bestię naprzeciw siebie widząc, zmykać chciał, życie swe i nieznajomego ratować. Nie zgodził się mag na rejteradę, jeno rękę swą uniósł, zaklęcie, by potwora uspokoić, wyskandował. Lecz widać, coś nie tak z zaklęciem poszło, bo stwór zamieniwszy się uprzednio w posągową piękność, w proch i pył się rozsypał, czarodzieja do rozpaczy doprowadzająć.

Tymszasem Dzielny Tasyl, po rycersku na towarzyszy swych, w karczmie o nazwie nieoryginalnej, czekał. Wino z Millei, czerwone, popijał, zupę flisacką wtranżalał, zmysły swe cieszył, spokoju zażywał.

Przebiegły Hindy, za prześladowcami swemi podążył. Do Karczmy Biała Mewa, gdzie miał umówione z towarzyszami swemi spotkanie. Szpicle kłócić się jęłi, lecz wkrótce pokój zawarli, do dzieła przystąpili. Jeden z niech kurwę uliczną przygruchał i do karczmy wszedł. Drugi odczekać chciał chwilę. Zwrócił uwagę jego przemyślny Hindy, zrazu nieudanie, poprzez rzut niecelny kamieniem, potem okrzykiem obraźliwym. Krew się w szpiclu zagotowała, na Hindiego się rzucił, co w smak bohaterowi naszemu było. Wbiegł on w uliczkę, na zaplecze Białej Mewy, ku latrynom publicznym wiodącą, w zasadzkę prześladowcę wprowadzając.

Szlachetny Tan Tasyl do wychodka akurat, kroki swe mocarne kierował, gdy z uliczki wąskiej, która na zaplecze Białej Mewy, ku latrynom publicznym wiodła, kiedy Tan Hindy znienacka na niego wyskoczył , po czem zawrócił i bykiem, szczupakiem prześladowcę swego tchu w piersiach pozbawił, na spytki go wziął. Nie chciał mówić psubrat szmatławy, z życiem się pożegnał. Nie wnikał Paladyn Tasyl w przyczyny działań Hindiego, nie zwlekając, do stolika swego na ucztę go zaprosił. Nie skorzystał Umny Hindy ze szczodrej oferty towarzysza swego, bo dostrzegłszy drugiego szpicla, w cieniu przezornie się ukrył.

Natenczas Dumny Aithan do karczmy wkroczył, czarodzieja oszołomionego prowadząc, do Tana Tasyla się przysiadł, wina skosztował, zupy flisackiej, daniem dnia akurat będącej, posmakował, na co Szlachetny Tasyl, kelnerką dwupalcówkę przywołał, repetę zamówił. Posiliwszy się, Bohaterowi nasi pomoc magowi zaoferowali, na zasadach transakcji wiązanej. Nie chciał jadnakoż czarodziej wspomódz Bohaterów naszych, magią swą bojową, tłumacząc, że do War-Sha-Garu czym prędzej udać się musi, zemstę wywrzeć na nieuczciwym wspólniku, którego knowania, w kabałę go wplątały. Zaczął Szlachetny Tasyl podejrzewać czarownika o nieczyste zagrania. Że opowieść jego zbyt grubymi nićmi szyta, by nie była zasadzką, szczególnie, że mag rubinów, co je dzierżył w rękach, by powrót do domu sfinansować, sprzedać nie chciał. Czarownik wysłuchawszy rad mądrych, ze szczerego serca płynących, których mu Aithan z Tasylem udzieli, opuścił ich we własną ruszając stronę, obawy Tasyla wzmacniając.

Niewiele później Bystry Hindy z cienia się ruszył, za szpiclem zaniepokojonym nieobecnością kompana. Opryszek nie zauważywszy śledzącągo go Tana Hindiego, na poszukiwanie kompaniona wyruszył, ku uliczce wąskiej, która na zaplecze Białej Mewy, ku latrynom publicznym wiodła , gdzie ciało jego znalazł. Natenczas spadł na kapusia jak piorun, Tan Hindy Przechera i przytomności, celnym ciosem w potylicę, pozbawił. Książę Aithan za Hindym w bezpiecznej odległości podążający, zdziwił się dwóch oprychów na ziemi leżących widząc. We dwóch zabrali pozbawionego przytomności szpicla do wychodka. Wyśpiewał wszystko ptaszek głosem wypełnionym trwogą. O tym, że Leon z Bog-Dan-Garu, z którym przyjemność już bohaterowi mieli, zasadzkę na nich szykuje, koron utracony, licząc odzyskać. Nagrodę otrzymał stosowną, kapuś za informacje, których udzielił. Kwiat krwawy na piersi mu wykwitł….

View
Sesja 18 "Co zostało zobaczone, to się już nie odzobaczy"

Natenczas bohaterowie nasi, a wiec Niewinny Tan Tasyl, Filuterny Książę Aithan i Półboski Cromm Ualdh na miasto wyszli rozerwać się nieco. Aithan afront od pomocy kuchennej otrzymał, która zaloty jego nazbyt bezpośrednie odrzuciła. Spotkali bohaterowie patrol straży miejskiej: pijanych- już po slużbie. Zaczepki szukali u bohaterów naszych ją znaleźli. Nie wyszła Crommualdhowi przemiana więc czar “Strasznego Oblicza” rzucił. Uciekli pijanice a wraz z nimi Tan Tasyl, na którego maska o dziwo podziałała. Zmiarkował się szybko nasz paladyn, do towarzyszy powrócił , przyczynę swej ucieczki, sprytnie pogonią za wrogami tłumacząc. Do karczm wielu weszli plotek szukać. W jednej zaloty kurew odrzucili przeto wychodząc na sutenerów się nadziali, za afront rekompensaty żądających. Poczęstował ich Półboski Cromm Ualdh przemianą półboską, pierwszą w życiu jego. Sutenerem nakazał by za zaułek się udali i głowy w dupy na wzajem sobie wsadzili. I spełniła się wola boga. Sutenerzy za zaułek się udali i głowy w dupy wzierać sobie jęli. Nie chciał na to patrzeć skromny Cromm Ualdh. Ale paladyn pohańbić ich postanowił. Nie tylko przyglądać się postanowił ale i zbiegowisko zwołał. Zaprawdę powiadają mędrcy: " Co zostało zobaczone to się już nie odzobaczy"….

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.